Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist AndrzejMale/Poland Recent Activity
Deviant for 10 Years
Needs Core Membership
Statistics 297 Deviations 2,777 Comments 14,814 Pageviews
×

Newest Deviations

Literature
Druga wachta redshirta
    Pierwsza wachta upłynęła dwóm rozrywkowych chorążym w zasadzie bezboleśnie. Doktor Grantham sprawiał wrażenie, że obecność nowej podkomendnej nie zaprząta jego uwagi i siedział z nosem w dokumentach. Od czasu do czasu notował coś na marginesie, nie zwracając uwagi na otoczenie. Chorąży Zajczik pilnie studiowała zaś raport, nie mając poza tym nic do roboty – stan w dziale naukowym zupełnie normalny na początku rejsu.
    T’Allia, której zaaplikowane przez doktor Juutilainen specyfiki skutecznie poprawiły samopoczucie, dość sprawnie poradziła sobie ze zleconym jej zadaniem, nie zapominając uwzględnić rozchodu leków, które otrzymali cierpiący na chorobę kosmiczną załoganci.
Shandril Krzemińska zaś, jak już wspomniano, szczęśliwym tr
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 0
Literature
[BT] Najdalej. Valandil Oronar.
    Posiłek, jaki Valandil przygotował dla swego gościa nie był przesadnie wyszukany, choć w żadnym wypadku nie można by nazwać go prostym. Składały się nań różnego rodzaju przekąski: pokrajane w plastry lub ćwiartki owoce, pieczona ryba, której mięso pokrojono w wąskie pasy, zielone oliwki marynowane w słonej zalewie i wienidonaelski wędzony ser. Dopełnieniem było czerwone wino z winnic Nim-Ren.
    Sam mag zazwyczaj pijał wino ze zwykłego cynowego kubka, na tę okazję postawił wszakże na stole kielichy o szklanych czaszach osadzonych w srebrnej oprawie. Jak przystało, naczynie gościa napełnił ciemnorubinowym napitkiem wpierw i osobiście. Nie sięgnął jednak do żadnego z półmisków. Wprawdzie, jak nakazywał obyczaj, do niego należało usł
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 4
Frida na spacerze by JAS39 Frida na spacerze :iconjas39:JAS39 5 0 Zuza by JAS39 Zuza :iconjas39:JAS39 3 0 On a Walk by JAS39 On a Walk :iconjas39:JAS39 4 0 Where is a frog? by JAS39 Where is a frog? :iconjas39:JAS39 3 0 Heubuder Bergmann by JAS39 Heubuder Bergmann :iconjas39:JAS39 0 0 Heubuder Bergmann - inside by JAS39 Heubuder Bergmann - inside :iconjas39:JAS39 0 0 Heubuder Bergmann - pomost by JAS39 Heubuder Bergmann - pomost :iconjas39:JAS39 1 0 Heubuder Bergmann by JAS39 Heubuder Bergmann :iconjas39:JAS39 2 0 Heubuder Bergmann nr.266 by JAS39 Heubuder Bergmann nr.266 :iconjas39:JAS39 2 0 Heubuder Bergmann TW245 by JAS39 Heubuder Bergmann TW245 :iconjas39:JAS39 1 0 A difference by JAS39 A difference :iconjas39:JAS39 1 0
Literature
[BT] Codzienna rutyna - Elandiel
Biorąc pod uwagę, że w ogrodzie pracować po ciemku najzwyczajniej się nie da, Elandiel mógł przebywać w krainie snów całkiem długo. To znaczy, mógłby, gdyby nie to, że miał zwyczaj udawać się na nocny spoczynek bardzo późno, najczęściej już po północku. I nie zawsze legł w łóżku stojącym w jego osobistej komnacie, w bocznym skrzydle pałacu króla Rala. Dość często zwykł bowiem nocować w którejś z licznych oberży w mieście. Właściwszym byłoby powiedzieć , że w takich wypadkach była to konieczność, a to dlatego, że bramy w pałacowych murach zamykano o zachodzie słońca, zatem powrót – gdy zbyt długo zamarudził na mieście – byłby po prostu niemożliwy. Bramę mógłby otworzyć t
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 0
Literature
[BT] Codzienna rutyna - Valandil Oronar
Wczesne wstawanie, o ile jest dla ucznia przykrym obowiązkiem, dla scholara jest wręcz koniecznością, jeżeli ma swoje obowiązki wypełniać tak, jak powinien. Nic więc dziwnego, że Valandil Oronar wkraczał w dzień równo ze słońcem. Nieodmiennie rozpoczynał go od wizyty w łaźni, dla wygody i oszczędności czasu czyniąc to owinięty jedynie w prześcieradło. Poranna kąpiel była jedynym dobrym nawykiem, jaki zawdzięczał Tirichen. Nie wdawał się podczas kąpieli w rozmowy z innymi scholarami, chyba, że zawitał tam i mistrz Edwardius. Zresztą, czas nie był i za bardzo po temu. Odświeżony po solidnym wymoczeniu w podobnej do beczki balii, wracał do swej komnaty. Przyodzianie się w dzienny ubiór nie zabierało mu zbyt wiele czasu. Ot, przewiązać się w biodrach subligaculum, wcią
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 1 0
Literature
[BT] Codzienna rutyna - Sindri
    Dla uczniów pobierających nauki w Błękitnej Wieży dzień rozpoczynał się wcześnie. Tuż po wschodzie słońca, jak co dzień, zapukano w drzwi. Sindri przetarł oczy i wstał z łóżka. Zmienił nocną koszulę na płócienną tunikę, wsunął stopy w parę baxei i poczłapał do umywalni. Zimną wodą zmył resztki snu. Umywalnie w Wieży zapewniały wprawdzie także i ogrzaną wodę, ale chłopak miał w zwyczaju korzystać wpierw właśnie z zimnej, co znakomicie orzeźwiało. Dopiero później przyszła kolej na ciepłą i korzeń mydlnicy. Ablucje zakończyło czyszczenie zębów przy pomocy pałeczki lukrecji, którą wpierw należało odpowiednio przygryźć.
Wrócił do swej komnaty, by się pr
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 0

Favourites

Kooikerhondje by Tulinatur Kooikerhondje :icontulinatur:Tulinatur 113 11 Back From a Mission by Tuinen Back From a Mission :icontuinen:Tuinen 478 93 Watchmen of Ankh-Morpork - Angua von Uberwald by Zhorez1321 Watchmen of Ankh-Morpork - Angua von Uberwald :iconzhorez1321:Zhorez1321 55 9 Red Tails by rOEN911 Red Tails :iconroen911:rOEN911 398 23 Yanderenka by Agnaartis Yanderenka :iconagnaartis:Agnaartis 23 6 BT: Najdalej by maskedmoose BT: Najdalej :iconmaskedmoose:maskedmoose 3 7 Meeting the light by Annorelka Meeting the light :iconannorelka:Annorelka 12 4 Asfrid by chazillah Asfrid :iconchazillah:chazillah 150 6 Spitfires by Daniel-Wales-Images Spitfires :icondaniel-wales-images:Daniel-Wales-Images 34 6 Hawker Hurricane Mk.XIIa by Daniel-Wales-Images Hawker Hurricane Mk.XIIa :icondaniel-wales-images:Daniel-Wales-Images 26 7 AT Cure by Asztat AT Cure :iconasztat:Asztat 10 6 The Writer by springie The Writer :iconspringie:springie 17 6 The rescue mission by Konrad22 The rescue mission :iconkonrad22:Konrad22 22 5 Stow Maries Great War Aerodrome #2 by gary1701 Stow Maries Great War Aerodrome #2 :icongary1701:gary1701 14 0 Yawn by Bawetta Yawn :iconbawetta:Bawetta 9 6 Library cafe by matsukitchi Library cafe :iconmatsukitchi:matsukitchi 3,624 193

Activity


    Pierwsza wachta upłynęła dwóm rozrywkowych chorążym w zasadzie bezboleśnie. Doktor Grantham sprawiał wrażenie, że obecność nowej podkomendnej nie zaprząta jego uwagi i siedział z nosem w dokumentach. Od czasu do czasu notował coś na marginesie, nie zwracając uwagi na otoczenie. Chorąży Zajczik pilnie studiowała zaś raport, nie mając poza tym nic do roboty – stan w dziale naukowym zupełnie normalny na początku rejsu.
    T’Allia, której zaaplikowane przez doktor Juutilainen specyfiki skutecznie poprawiły samopoczucie, dość sprawnie poradziła sobie ze zleconym jej zadaniem, nie zapominając uwzględnić rozchodu leków, które otrzymali cierpiący na chorobę kosmiczną załoganci.
Shandril Krzemińska zaś, jak już wspomniano, szczęśliwym trafem mogła świętowanie przydziału po prostu odespać .
    Pierwsze przepustne, można powiedzieć. Następnego dnia taryfy ulgowej już nie było. Kiedy T’Allia zameldowała się na kolejny dyżur, główny lekarz „Unruga” wzięła ją do galopu. Ni mniej, ni więcej, tylko kazała przejść swojej praktykantce do sali operacyjnej i  zaserwowała jej symulowaną operację do przeprowadzenia na fantomie. Po zakończeniu której natychmiast uszczęśliwiła młodą Vulkankę następną. I jeszcze jedną. Jeżeli jednak spodziewała się jakichś protestów czy narzekania, rozczarowała się. T’Allia, choć symulowane sytuacje wymagały od niej sporego pospiechu, by pacjenci-fantomy nie zakończyli swego symulowanego życia  na stole operacyjnym, poradziła sobie ze wszystkimi trzema. Operowała jak rutynowany chirurg, a choć nie dawała niczego po sobie poznać, z pewnością wiele sił kosztowało ją sprostanie zadaniu, wszyscy trzej fantomowi pacjenci trafili bowiem na stół w stanie krytycznym, lub przynajmniej ciężkim.
    Łatwo i przyjemnie nie miała także chorąży Shandril Krzemińska. Poprzedniego dnia skacowany cokolwiek porucznik Boerst mógł poplątać dwa niezbyt zresztą do siebie podobne nazwiska, ale tym razem nie wchodziło to już w rachubę. Także i Andorianka, czy też, biorąc pod uwagę typowo ziemskie nazwisko, które nosiła, pół-Andorianka, musiała się nieźle napocić, choć raczej w przenośni. Boerst kazał jej bowiem obliczyć kilkanaście różnych kursów, wraz z czasem , jaki miał zająć lot do punktów docelowych. Nie byłoby to takie trudne, mimo tego, że chorąży Krzemińska musiała wziąć niezłe tempo, ale porucznik oczywiście utrudnił jej zadanie, symulując rozmaite awarie komputera nawigacyjnego. Shandril używała wówczas służbowego padda. Oczywiście, obliczenia wykonane w ten sposób były mniej dokładne, tym niemniej wyniki, jakie uzyskała, mieściły się w dopuszczalnej tolerancji.
    I tylko chorąży Zajczik nie odczuła żadnej różnicy. Szef, porucznik Grantham, tak jak i poprzednio polecił jej zapoznać się z archiwalnymi dokumentami, choć tym razem było ich więcej. Nie zażądał też od niej przedstawienia wniosków z wczorajszej lektury owego – istotnie ciekawego – raportu.  W odróżnieniu od pozostałej dwójki szefów sekcji nie wysłał też dowódcy jednostki raportu na temat swojej praktykantki.  Co kapitana Unruga zupełnie nie zdziwiło. Porucznika lorda Jamesa Fitzwilliama Granthama – dla wygody kapitan zwracał się do niego per „Jimmy” – otaczała gęsta aura prawdziwie arystokratycznego zblazowania. Co początkowo kapitana silnie irytowało. Stan irytacji trwał zaś mniej więcej pół godziny ich pierwszego wspólnego rejsu.
    Wstępny raport Wilhelma Boersta, głównego nawigatora, na temat chorążej Krzemińskiej był lakoniczny, aczkolwiek ostrożnie optymistyczny. Nieco obszerniejszy i znacznie bardziej swobodny w tonie złożyła dowódcy doktor Juutilainen. Ona jednak zrobiła to osobiście i to w całkowicie innej sytuacji.
    - Czyli dałaś jej nieźle popalić, Hilu.
    Główny lekarz „Unruga” wzruszyła lekko ramionami i zmieniła pozycję, układając głowę w zagłębieniu ramienia kapitana.
    - Dokładnie tego się spodziewała, Arek. Więc jej to dałam – odparła.
    Ich romans trwał już siedem lat. Zaczął się jeszcze na pokładzie USS Spruance, na którym oboje służyli. Kiedy Arkadiusz Żydek dostał awans na komandora podporucznika i własny okręt, ściągnął ją na pokład Unruga. A choć oboje starali się zachowywać pozory, Hillevi zastanawiała się czasem, kiedy sprawa się wyda. A czasami, ilu w załodze już o niej wie.
    - Daj spokój, Arek – prychnęła, kiedy jej mężczyzna uparcie milczał. – Przecież się nad nią nie znęcałam. A musiałam się przekonać , jak sobie radzi na operacyjnej. Lecimy w głęboką przestrzeń, mogę potrzebować każdej pary rąk. Pamiętasz, co było na starym Spruance’u?
    Żydek pokiwał głową. Pamiętał aż za dobrze, jak przez głupie zacięcie się blend, eksplozja w maszynowni zabiła siedem, a zraniła – ciężko zraniła, bo o lekkich ranach i kontuzjach nie było w ogóle co mówić – ponad trzydzieści osób.
    - Dała sobie radę, Arek – kontynuowała Hillevi. - Ta dziewczyna, choć Vulkanka, ma w sobie więcej sisu*, niż kompania „Miecza Lotty”**.
    - Wychowywała się na Ziemi, w Polsce, Hilu – mruknął nazywany Arkiem dowódca. – Vulcana nawet na oczy nie widziała.
Doktor Juutilainen parsknęła śmiechem.
    - Teraz rozumiem, dlaczego wczoraj miała takiego kaca. Na Vulcanie na pewno nie nauczyłaby się tak pić!
    - Nauczyła się, jak wynika z twoich słów, nie tylko tego – zauważył Arek z lekką pretensją w głosie.
    - Oj, nie irytuj się! Prawda, że do medycyny też się przykładała – powiedziała pojednawczo Hillevi. – Prawda też, że w Finlandii nauczyłaby się pić równie dobrze. To co, zabierzemy się teraz za godzenie?  - zaproponowała.
    Istotnie, tym się właśnie zajęli, w błogiej nieświadomości tego, że na pokładzie ma właśnie miejsce spore zamieszanie.
Druga wachta redshirta
*) sisu - w języku fińskim oznacza z grubsza werwę lub animusz.
**) Miecz Lotty -  Lotta Svärd - żeńska pomocnicza formacja paramilitarna, sformowana w 1918 roku. Obecnie funkcjonuje pod nazwą Lotta Svärd Säätiö - Fundacja Miecz Lotty
Loading...
    Posiłek, jaki Valandil przygotował dla swego gościa nie był przesadnie wyszukany, choć w żadnym wypadku nie można by nazwać go prostym. Składały się nań różnego rodzaju przekąski: pokrajane w plastry lub ćwiartki owoce, pieczona ryba, której mięso pokrojono w wąskie pasy, zielone oliwki marynowane w słonej zalewie i wienidonaelski wędzony ser. Dopełnieniem było czerwone wino z winnic Nim-Ren.
    Sam mag zazwyczaj pijał wino ze zwykłego cynowego kubka, na tę okazję postawił wszakże na stole kielichy o szklanych czaszach osadzonych w srebrnej oprawie. Jak przystało, naczynie gościa napełnił ciemnorubinowym napitkiem wpierw i osobiście. Nie sięgnął jednak do żadnego z półmisków. Wprawdzie, jak nakazywał obyczaj, do niego należało usłużyć zaproszonej kobiecie, jednak to ona powinna dać do tego sygnał.
    - Dziękuję Ci, Pani, że zechciałaś przyjąć me zaproszenie – rzekł, składając płytki ukłon.
    Odpowiedzią było  lekkie skinienie głowy. Valandil, mając w pamięci to, że pani Flawia zwykle traktowała go z pewnym chłodem, choć jednocześnie bardzo uprzejmie, nie wziął tego do siebie. Ba, niewielką miał przecież nadzieję, że w ogóle przyjmie ona jego zaproszenie. Przez chwilę mówił jeszcze o sprawach, które nie miały większego związku z tym, co naprawdę chciał kobiecie wyjawić. Zapytał o panią Res, a także jak sprawuje się Andezyt, którego jakiś czas temu ofiarował swemu gościowi. Odpowiedzi pani Flawii były niezbyt długie, acz wyczerpujące i uprzejme. Wprawdzie wciąż wyczuwał w nich dystans, jakim najemniczka próbowała się odgrodzić, nie usłyszał jednak ani jednej nuty zniecierpliwienia czy niechęci, czego się bardzo obawiał. Wreszcie zdecydował się przejść do sedna sprawy.
    - Widziałem, pani, jak spojrzałaś na mnie, gdym Ci wyjawił moje pierwotne miano – zaczął.
Nie było mu łatwo o tym mówić. Nie powiedział o tym nawet Edwardiusowi, choć za przyjaciela go uważał.  Uznał, że właśnie pani Flawia winna znać całą prawdę, nie chcąc, by miała błędne o nim mniemanie.
    - Prawdą, jest, żem je zmienił. Wiem, co mogłaś, pani, o mnie wówczas pomyśleć. Lecz przyczyna tego była… - urwał na chwilę, szukając właściwych słów.
    - Ludy żyjące w Sheirien kultywują pewien starodawny zwyczaj – zaczął ponownie, lecz w inny sposób.  – Gdy ktoś uzna, że jakieś zdarzenia mocno nań wpłynęły, tak, że ktoś ów wie, iż się wskutek nich zmienił, przyjmuje wówczas nowe miano, by to podkreślić. Tak samo i ja postąpiłem.
    To, co dostrzegł w oczach Flawii to podejrzliwość, czy zaciekawienie? Prawdopodobnie jedno i drugie. Kobieta sięgnęła też w stronę półmiska, na którym ułożył cząstki owoców. Valandil poderwał się, ze swego miejsca, by jej usłużyć. Gdy dała mu znak, że już wystarczy, usiadł i podjął opowieść:
    - Z pewnością znasz, pani, ze swych wędrówek po szlakach kupieckich taki obrazek: duży zajazd, stający samotnie przy trakcie. Ten, o którym myślę, znajdował się – i do dziś stoi jeszcze – na wschodzie Tirichen. Zwą takie „konakami”. A choć od pustyni Al-Uruk dzieliło go jeszcze wiele mil, okolica nie należała do żyznych i niewiele odróżniało ją od półpustyni.
*    *    *
    Główny budynek konaku noszącego nazwę Timak był duży, o dwóch kondygnacjach. Przykrywał go płaski, lekko tylko nachylony dach, jak zwykle bywa w okolicach, w których deszcz pada rzadko i skąpy, zaś śnieg znany jest głównie z opowieści podróżnych. Do jego zachodniej szczytowej ściany przylegało parterowe skrzydło mieszczące kuchnię i kwatery służby. Otaczały go stajnie, zadaszenie dla wozów, które miało chronić ładunek przez zbytnim nagrzaniem od palącego słońca; dwie szopy, oraz warsztaty kowala i stelmacha. Całość, łącznie z placem, otaczał gruby mur wzniesiony z suszonych na słońcu cegieł, oblepiony gliną i, jak sam zajazd, pobielony. Osadzono w nim masywną bramę obitą miedzianą blachą. Była to konieczność, okolice bowiem były trapione częstymi najazdami przez żyjące na skraju pustyni plemiona koczowników, żyjące jednie z hodowli wielbłądów  i kóz (których mięso i mleko było cenione we wschodnim Tirichen), zbójectwa oraz czasami – handlu pozyskiwaną na dalekiej pustyni solą.
*    *    *
    - Mój ojciec był kowalem, matka zaś przygotowywała izby dla gości zajazdu – dodał Valandil. Tam właśnie przyszedłem na świat. Z pewnością znasz, pani, obyczaje panujące na tamtych ziemiach. Kto jest kim w takim konaku, prawda? Gdzie jeno właściciel, konakdżi, i jego rodzina są ludźmi wolnymi.
    Flawia odłożyła widelczyk na talerz, zrozumiawszy, o czym mag mówi.
    - Twoi, panie, rodzice byli…
    - … niewolnikami – dokończył Valandil. – A więc i ja także. Lecz gdy w Wienidonael nawet niewolni mają prawa, choć niewielkie, w Tirichen nic ich nie chroni. Wienidonaelski niewolnik może nawet zarabiać pieniądze i gdy uzbiera ich dość, wykupić się nawet. W Tirichen niewolny nie ma nic, nawet nadziei. Kto stanie się niewolnikiem, umrze nim. I mnie czekałby taki los. Lecz, gdym miał lat dwanaście, na popas w Timak stanął wracający z wyprawy na pustynię mag z Eininer-La. A dokładniej z Erein. Poznałaś go, pani.
    - Mistrz Eldan.
    - Tak, pani, właśnie on. Daruj mi, pani, że pominę powody, dla których przedsięwziął tak daleką podróż, lecz wydłużyłoby to tę opowieść ogromnie. Droga powrotna wypadła mu właśnie tamtym szlakiem i zatrzymał się w Timaku. Gdym podał mu wieczerzę, spojrzał na mnie tak, że mocno mnie wystraszył. Przez cały wieczór, gdym usługiwał innym gościom, obserwował mnie. I następnego dnia także starał się mieć mnie na oku. Kiedy zaś wyruszał w dalszą drogę, zabierając się z karawaną kupiecką zmierzającą do Uther Cradoc, konakdżi oznajmił, że ja także muszę opuścić konak, gdyż ten czcigodny pan mnie odkupił i teraz należę do niego.
    Ponownie napełnił kielich pani Flawii i wrócił do opowieści:
    - Zamiana jednego pana na innego… niewolnik nie ma wyboru i wie, że może się rzecz taka wydarzyć. Natomiast podróż, o, to było coś niesamowitego dla dwunastoletniego chłopca, który od konaku oddalał się co najwyżej na trzy mile, gdy wraz z innymi niewolnikami jechał odebrać mąkę i oliwę, które jego pan w pobliskiej wsi kupował. Dopiero gdyśmy do Erein przybyli dowiedziałem się części prawdy. Żem nie został kupiony, lecz wykupiony i odtąd nie jestem już niewolnym.
    - A twoi, panie, rodzice? Nie widziałeś ich już nigdy więcej?
    - Oboje już nie żyli, pani, od lat, gdy ojciec Eldan do Timaku zawitał – odrzekł Valandil i widząc zdziwienie w oczach pani Flawii, pospieszył z wyjaśnieniem:
    - Tak go nazywam. Gdyż stał się dla mnie właśnie jak ojciec, choć nie łączą nas więzy krwi. Choć z początku obawiałem się go, zwłaszcza, gdy oznajmił, że pracować będą musiał ciężko, on zaś jest wymagającym nauczycielem. Konakdżi uznawał tylko jedną karę, obojętnie za jakie przewinienie. Chłostę. I niejedną odebrałem. Okazało się jednak, że ojciec Eldan nigdy nie sięgał po rózgę. Pracy zaś istotnie miałem w bród. Wszak anim czytać, ani pisać nie umiał wówczas, a rachować jeno trochę. Tego wszystkiego musiałem się więc dopiero nauczyć. Tak samo jak obyczaje odmienić. A to przecie podstawy były. Do mej głowy musiało trafić o wiele więcej wiedzy. O historii dziejów, historii naturalnej. A i mowa obca. I dopiero, gdym już to i owo wiedział, to i owo potrafił, gdy nasze stosunki stały się rodzinnymi – wtedy właśnie drugiej części prawdy dowiedzieć mi się przyszło. Że przed trzema laty mój nauczyciel i opiekun odkrył, że mam taki sam dar, jak on sam. Już wcześniej asystowałem mu w jego obowiązkach, ale odtąd sam miałem się uczyć używać daru magii. To właśnie wtedy zdecydowałem, ze przybiorę nowe imię. Tak, jak w Sheirien czynią. Wtedy to Tiro zmienił się w Valandila, mężnego. Valandila Oronara, a przydomek ten znaczy „kowal”. Przyjąłem go nie tyle dlatego, że mój rodzony ojciec nim był, lecz aby podkreślić, że odtąd swój los sam wykuwać będę. Już jako Valandila ojciec Eldan wysłał mnie po kilku latach na dalszą naukę do Błękitnej Wieży. A wreszcie sam scholarem zostałem. Teraz znasz, pani, całą historię. Nie przed prawem uciekam, lecz własną przeszłością.
    Zakończywszy opowieść, mag sięgnął po własny kielich. Do tej pory nawet ust w nim nie umoczył. Nie skosztował też przygotowanych przekąsek. Spojrzał na siedzącą naprzeciwko kobietę, lecz z jej spojrzenia nie potrafił w tej chwili nic wyczytać.
[BT] Najdalej. Valandil Oronar.
Valandil zdecydował się więc opowiedzieć komuś o swojej przeszłości. Ale... czy ta rozmowa miała miejsce naprawdę? A może jedynie ją sobie wyobraził? Lub to był tylko sen?
Loading...
Frida na spacerze
Lubi trzymać się blisko mnie. Wysforuje się nieco do przodu, po czym czeka, aż do niej dołączę.
Loading...
On a Walk
Nad Zgniłą Łachą, zwaną też Borduną. Gdańsk Stogi.
Loading...

deviantID

JAS39
Andrzej
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
Current Residence: Gdańsk
Favourite genre of music: '80s
Personal Quote: "Oba samce, i do tego kotne"
Interests
A niechaj narodowie wżdy postronni znają iż Polacy nie gęsi i swą "Deszczową piosenkę" mają!

Gdy pada, leje albo mży
To mi wesoło, dobrze mi
Podoba mi się czysty kraj
Daj, chmuro, wody, daj!

Pada
To wspaniale, to się dobrze składa
To zaleta, a nie wada
Kiedy pada deszcz

Pada
To na szare życie dobra rada
Niechaj nas zaleje i zagada
Niech bajki opowiada

Pada
Kubeł wody na łeb - to zasada
To mi odpowiada
Potop i zagłada
Deszcz, deszcz 

Niebo ze śmiechu roni łzy
Więc nie płacz, lecz się śmiej i ty
Zalany kraj od głów do stóp
Prosto w kałużę - nogą chlup!

Już nam nie grozi suchy rok
Ni suchy chleb, ni suchy wzrok
Mokro i wszerz, i wzwyż, i w głąb
Kąp się, ojczyzno, kąp!

Pada
To wspaniale, to się dobrze składa
To zaleta, a nie wada
Kiedy pada deszcz

Pada
To na szare życie dobra rada
Niechaj nas zaleje i zagada
Niech bajki opowiada

Pada
Kubeł wody na łeb - to zasada
To mi odpowiada
Potop i zagłada
Deszcz, deszcz

Gdy pada, leje albo mży
To mi wesoło, dobrze mi
Podoba mi się czysty kraj
Daj, chmuro, z nieba wody, daj!

Zalany asfalt, mokry bruk
Zalana tańczy para nóg
Zalany śmiej się, bracie, śmiej
Lej, Panie Boże, lej!

Można też posłuchać - tutaj: 


Śpiewał Jan Peszek w filmie "Łabędzi śpiew". Ktoś to jeszcze pamięta?
  • Listening to: If You Think You Know How To Love Me
  • Reading: "Co może pójść nie tak?"
  • Drinking: Kadarka

Groups

Comments


Add a Comment:
 
:iconzunihorrendus:
ZuniHorrendus Featured By Owner 12 hours ago  Student Digital Artist
Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia i dużo pomysłów! :)
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner 11 hours ago  Hobbyist Writer
Dziękuję za pamięć! No i życzenia:)
Reply
:iconbawetta:
Bawetta Featured By Owner Jun 4, 2017
Dzięki za :+fav: :hug:
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner Jun 4, 2017  Hobbyist Writer
Proszę uprzejmie! 
Reply
:icontheartributor:
TheArtributor Featured By Owner Mar 8, 2017  Hobbyist General Artist
:icondawatchplz:
Reply
:iconbawetta:
Bawetta Featured By Owner Nov 15, 2016
Wielkie dzięki za :+fav: :tighthug:
Reply
:iconjormunartserpent:
jormunartserpent Featured By Owner May 8, 2016  Hobbyist General Artist
I'm grateful for the watch!
Reply
:iconcold-autumn-rain:
cold-autumn-rain Featured By Owner Jan 1, 2016  Hobbyist Traditional Artist
A i dziękuję za watcha :hug:
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner Jan 2, 2016  Hobbyist Writer
Nie ma za co.
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Nov 4, 2015  Hobbyist Writer
Dziękuję za wiele miłego :) 

Widzę tu opowieści, chętnie poczytam :) :hug:
Reply
Add a Comment: