Shop Mobile More Submit  Join Login
About Literature / Hobbyist AndrzejMale/Poland Recent Activity
Deviant for 10 Years
Needs Core Membership
Statistics 307 Deviations 2,829 Comments 15,442 Pageviews
×

Newest Deviations

Yannick Horn by JAS39 Yannick Horn :iconjas39:JAS39 0 5 Padalec by JAS39 Padalec :iconjas39:JAS39 1 2 Vader by JAS39 Vader :iconjas39:JAS39 1 7
Literature
[BT] Zadanie: Za'Izr. Elandiel Thindorion
    Trudno określić, czy pogłoski o poważnych kłopotach we wschodnim Za’Izr wcześniej dotarły do Erein, czy do Błękitnej Wieży. Elandiel po raz pierwszy usłyszał o nich w jednej z oberży w południowo-zachodniej części miasta, gdy zajmował się zgoła czymś innym. To jest, owszem, zbieraniem plotek, lecz na całkowicie inny temat. Nie znaczy to jednak, że wieść, zwłaszcza taka, która już na pierwszy rzut oka (czy raczej ucha) posiadała niemałą wagę, przeszła mu mimo uszu. Nie, pilnie zanotował ją w pamięci i po powrocie do Pałacu niezwłocznie przekazał swemu mistrzowi.
    Lorendil przyjął ją ze zwykłym u niego brakiem emocji, lecz polecił Thindorionowi, by zwracał baczną uwagę na wszelkie plotki odnoszące się do tej s
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 1 2
Literature
[BT] Zadanie: Za'Izr. Valandil Oronar
    Nauczony doświadczeniem, oprócz wypełniania obowiązków scholara Valandil dbał o to, by docierały doń plotki, krążące nie tylko w Wieży lecz i po Mieście. Pozwalało mu to być zorientowanym w aktualnej sytuacji, a dotyczyło to nie tylko Wyspy Błękitnej Wieży, lecz i dalszych okolic. Nie kosztowało to wiele, służący chętnie przyjmowali po parę eranów za interesującą pogłoskę, byli zaś na tyle bystrzy, że przekazywali magowi jedynie te, które rzeczywiście mogły mieć znaczenie, nie przejmując się tymi najbłahszymi. Nic więc dziwnego, że o tym, że na wschodzie Za’Izr poczęły dziać się rzeczy dziwne i niepokojące usłyszał Valandil dość wcześnie. Pierwsze pogłoski były jednak nad wyraz niejasne i powierz
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 0
N i 105Na by JAS39 N i 105Na :iconjas39:JAS39 0 0 N by JAS39 N :iconjas39:JAS39 0 0 N, no.11 by JAS39 N, no.11 :iconjas39:JAS39 1 0 N by JAS39 N :iconjas39:JAS39 1 0 Padalec by JAS39 Padalec :iconjas39:JAS39 2 0
Literature
Druga wachta redshirta
    Pierwsza wachta upłynęła dwóm rozrywkowych chorążym w zasadzie bezboleśnie. Doktor Grantham sprawiał wrażenie, że obecność nowej podkomendnej nie zaprząta jego uwagi i siedział z nosem w dokumentach. Od czasu do czasu notował coś na marginesie, nie zwracając uwagi na otoczenie. Chorąży Zajczik pilnie studiowała zaś raport, nie mając poza tym nic do roboty – stan w dziale naukowym zupełnie normalny na początku rejsu.
    T’Allia, której zaaplikowane przez doktor Juutilainen specyfiki skutecznie poprawiły samopoczucie, dość sprawnie poradziła sobie ze zleconym jej zadaniem, nie zapominając uwzględnić rozchodu leków, które otrzymali cierpiący na chorobę kosmiczną załoganci.
Shandril Krzemińska zaś, jak już wspomniano, szczęśliwym tr
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 1 3
Literature
[BT] Najdalej. Valandil Oronar.
    Posiłek, jaki Valandil przygotował dla swego gościa nie był przesadnie wyszukany, choć w żadnym wypadku nie można by nazwać go prostym. Składały się nań różnego rodzaju przekąski: pokrajane w plastry lub ćwiartki owoce, pieczona ryba, której mięso pokrojono w wąskie pasy, zielone oliwki marynowane w słonej zalewie i wienidonaelski wędzony ser. Dopełnieniem było czerwone wino z winnic Nim-Ren.
    Sam mag zazwyczaj pijał wino ze zwykłego cynowego kubka, na tę okazję postawił wszakże na stole kielichy o szklanych czaszach osadzonych w srebrnej oprawie. Jak przystało, naczynie gościa napełnił ciemnorubinowym napitkiem wpierw i osobiście. Nie sięgnął jednak do żadnego z półmisków. Wprawdzie, jak nakazywał obyczaj, do niego należało usł
:iconJAS39:JAS39
:iconjas39:JAS39 0 6
Frida na spacerze by JAS39 Frida na spacerze :iconjas39:JAS39 5 0 Zuza by JAS39 Zuza :iconjas39:JAS39 3 0 On a Walk by JAS39 On a Walk :iconjas39:JAS39 4 0 Where is a frog? by JAS39 Where is a frog? :iconjas39:JAS39 3 0

Activity


Yannick Horn

:iconkarczma-pomiedzy:

Kim jest?




Pilot, przemytnik pracujący dla Organizacji Karrde'a

 Imię: Yannick Horn

 Wiek: 35 lat.

 Rasa: Człowiek

 Wygląd: Dosć wysoki, mierzy 5 stóp i 6 cali wzrostu (około 178 cm). Szczupły. Włosy ciemne, oczy ciemnoszare. Na prawym ramieniu i prawym udzie blizny po ranach leczonych w zbiorniku z bactą. 

Jaki jest?





charakter:Małomówny, po trosze samotnik. Nieufny, niełatwo nawiązuje nowe znajomości, co w jego profesji jest jednak zaletą.  

wady: uparty, łatwo się irytuje, oschły.

zalety: bystry, ma szybki refleks, dobrze radzi sobie w trudnych sytuacjach, wierny w przyjaźni. 

zainteresowania: pilotaż, mechanika, gry logiczne.

Co potrafi a czego nie?





Mocna strona: pilotaż, nawigacja.

umiejętności: potrafi pilotować lekki frachtowiec typu YT-1250 tak, jakby była to mała kanonierka czy wręcz myśliwiec uderzeniowy. Znakomicie też strzela z ręcznego blastera.

słabości: bywa często zbyt szczery, mówi to, co myśli nie zważając na konsekwencje. Zbyt zapalczywy

Skąd pochodzi?





Urodził się na słabo zaludnionej planecie Naboo w sektorze Chommel w Środkowych Rubieżach, w roku 29 przed Bitwą o Yavin. Jedenaście lat później, jego rodzina przeniosła się na Eriadu w sektorze Seswenna, w Zewnętrznych Rubieżach.

Co przeżył?





W skrócie: Jest synem Antora Horna, pilota statku transportowego typu J-327 z flotylli pałacu królewskiego, i Mirtai Tre'van, dyspozytor kosmoportu w Theed. Gdy Palaptine proklamował powstanie Imperium Galaktycznego, rodzina zdecydowała się opuścić rodzinną planetę i przenieść na Eriadu. Yannick poszedł w  ślady ojca i został pilotem statku transportowego.

Cała historia:
    Rodzina Hornów zdecydowała się na emigrację z Naboo, gdyż oprócz pełnienia oficjalnej funkcji pilota, Antor Horn pracował dla Królewskich Sił Bezpieczeństwa Naboo. Yannick Horn miał wówczas 11 lat. Hornowie osiedli w Port Phellar, najważniejszym kosmoporcie na planecie Eriadu, zwanej "Coruscant Zewnętrznych Rubieży" - stanowiła ona ekonomiczne centrum regionu z racji położenia na przecięciu  dwóch ważnych tras nadprzestrzennych: Rimmańskiego Szlaku Handlowego i Drogi Hydiańskiej. Eriadu stała się wprawdzie wiernym członkiem Imperium, jednak dawne powiązania Antora Horna nie zostały wykryte. Co więcej, pracując jako pilot frachtowca dla Kompanii Osthos, nawiązał on kontakty z Sojuszem. W 11 roku BBY, młody Yannick Także rozpoczął karierę w Kompanii Osthos, jako członek załogi lekkiego frachtowca typu YT-1250. Początkowo był technikiem załadunku i w razie potrzeby obsługiwał pokładową wieżyczkę strzelecką. (Zewnętrzne Rubieże nie należą do cywilizowanych i bezpiecznych terenów, działają tam liczne organizacje przestępcze i floty pirackie). Z czasem wyszkolił się na pilota takiej jednostki. Służba na statkach transportowych nie była w tym rejonie zbyt bezpieczna, jednak pod rządami Imperium sytuacja nie tylko nie uległa poprawie, lecz wręcz się pogorszyła - wydajność transportu całkowicie zepchnęła na odległy plan bezpieczeństwo. Uwagi, jakie wygłaszał na ten temat Yannick w kantynach portowych zwróciły na niego uwagę służb imperialnych. Nie było to jeszcze zbyt groźne, gdyż pilotów na Eriadu zawsze było zbyt mało w stosunku do zapotrzebowania na ich pracę, choć stanowiło poważne ostrzeżenie. 
    Eriadu, jako ważna placówka imperialna, eksportująca wielkie ilości rud lommitu i leków, była obiektem zainteresowania Sojuszu i większych organizacji przemytniczych. Jedną z nich była grupa znana od niedawna jako Organizacja Karrde'a. Malkontent, taki jak Yannick Horn, był logicznym obiektem ich zainteresowania. Cztery lata przed Bitwą o Yavin, Yannick Horn przyłączył się do kierowanej przez Talona Karrde'a grupy, uprowadzając też frachtowiec, którym latał. Był to koreliański YT-1250, który Horn nazwał Włóczykijem. Wypłaconą przez Karrde'a nagrodę za ów statek i zarobki z pracy w Organizacji zainwestował w całości w zakup starego myśliwca typu Z-95AF4 Headhunter i jego poważną przebudowę. W rezultacie powstała dwumiejscowa maszyna wyposażona w kadłub szkolnego Z-95XT, obłożonego solidnym pancerzem z wersji AF4, działka laserowe Taim&Bak KX9, pojedynczą wprawdzie wyrzutnię torped Arakyd Flex, ale z zapasem pocisków zwiększonym do 8 sztuk, wzmocniony generator pola, zestaw zagłuszający i zakłócający odczyt sensoryczny i łączność, a także hipernapęd klasy 1 R-300H, przede wszystkim zaś nowe silniki o większej mocy. Yannick nazwał swój myśliwiec Firelance. Wykorzystywał go nie tylko prywatnie, lecz i w specjalnych misjach dla Organizacji, w których nie była wymagana większa ładowność, lecz szybkość i dyskrecja. Warto tu podkreślić, że Talon Karrde, choć utrzymywał, że interesują go wyłącznie pieniądze, wykonywał także wiele zadań dla walczącego z Imperium Sojuszu dla Przywrócenia Republiki. Maszyna taka jak Firelance idealnie się nadawała do części z nich.
    Podczas jednej z misji, gdy przewoził leki do bazy Sojuszu, frachtowiec został zaatakowany przez piracką fregatę Red Ripper należącą do Hutta Taarla. Włóczykij jednak tylko z wyglądu przypominał seryjnego YT-1250. W rzeczywistości zainstalowano na nim wojskowe tarcze, wzmocniony pancerz i dodatkowe uzbrojenie. Atak piratów był nieskuteczny, zaś celny ogień obronny uszkodził napęd fregaty i generatory. Gdy większość piratów opuściła unieruchomioną jednostkę na pokładach wahadłowców, Horn przycumował swój frachtowiec do śluzy fregaty i na czele improwizowanej czteroosobowej drużyny abordażowej, pozostawiając na Włóczykiju jedynie drugiego pilota, wtargnął na Red Rippera. Z ośmiu piratów, którzy pozostali jeszcze na pokładzie, trzech zginęło niemal od razu, reszta złożyła broń. Horn i jego załoga mieli wiele szczęścia, gdyby bowiem Taarl nie zginął już na początku bitwy, gdy eksplozja generatora naruszyła szczelność kajuty dowódczej, o kapitulacji resztek jego załogi nie mogłoby być mowy. Na pokładzie pirackiego okrętu znaleziono duże ilości aurodium i lommitu. A także Twi'lekańską niewolnicę Taarla. Audur przyłączyła się do załogi Horna i Organizacji. Ona stała się też powodem, dla którego pozostał w Organizacji, porzucając plany wstąpienia do sił Sojuszu. Red Ripper został wzięty na hol przez wezwany na miejsce potyczki flagowy frachtowiec Karrde'a, Wild Karrde i po remoncie w dokach głównej bazy Organizacji na Myrkr, wszedł w skład flotylli Karrde'a pod nazwą Lucky Shoot.
    Dwa lata bo Bitwie o Endor i śmierci imperatora Palpatine'a, w okresie walk Nowej Republiki z siłami Wielkiego Admirała Thrawna, Hornowi zlecono zadanie odebrania od przebywającego na Varonat kontrahenta Organizacji należności za ostatnią transakcję i dostarczenie jej na Neymar-4, gdzie miało dojść do spotkania Yannicka z Karrde'em. Niestety, w trakcie przelotu nadprzestrzennego z Varonat na Neymar-4, Firelance wyszła w normalną przestrzeń w miejscu nieoznaczonym na mapach nawigacyjnych. Yannick wykonał lądowanie nieopodal jedynego budynku, jaki udało mu się namierzyć.

Informacje dodatkowe





Relacje: Antor Horn, Mirtai Tre'van-Horn - rodzice, obecnie w służbie Nowej Republiki
                  Audur Almayann - Twi'lekanka, obecnie szef techników w głównej bazie Organizacji Karrde'a na Myrkr.

Inne: Od pewnego czasu bierze pod uwagę założenie rodziny.

Karta jest dziełem 
:iconnotecja:

Loading...
Vader
Moderus Gamma, z powodu charakterystycznego wyglądu ściany czołowej i tylnej ochrzczony "Vaderem", podczas testów na linii numer 9 w Gdańsku. Ulica Siennicka. 5 października 2017.
Loading...
    Trudno określić, czy pogłoski o poważnych kłopotach we wschodnim Za’Izr wcześniej dotarły do Erein, czy do Błękitnej Wieży. Elandiel po raz pierwszy usłyszał o nich w jednej z oberży w południowo-zachodniej części miasta, gdy zajmował się zgoła czymś innym. To jest, owszem, zbieraniem plotek, lecz na całkowicie inny temat. Nie znaczy to jednak, że wieść, zwłaszcza taka, która już na pierwszy rzut oka (czy raczej ucha) posiadała niemałą wagę, przeszła mu mimo uszu. Nie, pilnie zanotował ją w pamięci i po powrocie do Pałacu niezwłocznie przekazał swemu mistrzowi.
    Lorendil przyjął ją ze zwykłym u niego brakiem emocji, lecz polecił Thindorionowi, by zwracał baczną uwagę na wszelkie plotki odnoszące się do tej sprawy, a nawet, by ostrożnie pociągnął za kilka języków. Młodemu elfowi zajęło to nieomal dwa tygodnie, w którym to czasie przesiadywał w tańszych karczmach, przysłuchując się rozmowom kupców i woźniców, pieczołowicie zbierając nawet i strzępki informacji, jeśli tylko o Za’izr była mowa. W najbardziej obiecujących przypadkach starał się włączyć nieznacznie do rozmowy, zadając proste pytania, jakie mógłby postawić niedowiarek, a nawet stawiał rozmówcom piwo czy kielich wina. Rzecz prosta, postarał się wpierw odmienić swą powierzchowność, dokonawszy tego bez zwracania uwagi, dzięki wynajętej już blisko rok wcześniej izbie w pewnej insuli, posiadającej dogodną do jego celów przechodnią bramę. Dzięki temu mógł przedzierzgnąć się z dworaka w kogoś, kto zdawał się być zwykłym sługą zamożnego mieszczanina lub zubożałego szlachcica, bez zwracania na siebie uwagi. Tym razem posunął się nawet do tego, że pozostawał w nowej skórze przez cały ten czas, mieszkając w owej wynajętej izbie. Wreszcie uznał, że dowiedział się już wystarczająco wiele, by wrócić do swej właściwej postaci oraz do Pałacu i zdać raport mistrzowi.
    Lorendil wysłuchał go z powagą, nie przerywając. Zebrane przez Elandiela pogłoski mówiły o kilku karawanach kupieckich, które przepadły bez śladu w lasach nieopodal St’Aivien. Wymieniały także imiona kupców, którzy je prowadzili, a te szczegóły zdawały się potwierdzać ich prawdziwość. Thindorion zastrzegł wprawdzie, że dwóch z zaginionych kupców pracowało dla większych spółek handlowych, nie można zatem całkowicie wykluczyć przypadków zagarnięcia przez nich towarów, lecz najnowsze i niepotwierdzone plotki mówią o tym, że z St’Aivien nie napływają żadne wieści. Ze swej strony Lorendil uzupełnił wieści zebrane przez Elandiela informacją, że zaginieni kupcy nie mieli długów. Oznaczało to, że całą sprawę uważa za bardzo poważną i wciągnął do pracy nad nią także innych agentów a nawet wykorzystał swe kontakty w Gildii Kupieckiej. Wkrótce okazało się, że istotnie szef tajnej służby królewskiej szeroko zarzucił sieci, gdyż oznajmił że Wieża zamierza pilnie wysłać kilku magów, by na miejscu zbadali sprawę.
    – Będzie to jednak nader nieliczna ekspedycja – dodał.
    – Na tyle nieliczna, że nie powinieneś mieć dużych kłopotów z dołączeniem do niej. Powiedzmy, pod pretekstem starań o sprowadzenie z Za’Izr sadzonek do ogrodów królewskich.
    Elandiel skinął głową.
    – Słyszę i słucham mistrzu – odrzekł.
    – Nie masz wiele czasu na przygotowania, magowie zapewne wyruszą najdalej pojutrze. Ze stajni pałacowych weźmiesz bachmata, zapasy na drogę kazałem już szykować. O ubiór podróżny musisz zatroszczyć się już sam. Jedno jeszcze – tu Lorendil wyciągnął do swego agenta rękę; w dłoni trzymał jakieś pergaminy.
    – Możemy potrzebować stałego źródła wieści w Za’Izr. Jeżeli zajdą sprzyjające okoliczności, postaraj się takowe pozyskać. Posłuż się tym listem zastawnym, poświadczy, że potrafimy być hojni…
    – Lecz nie zdradzać tego, komu w istocie będzie przekazywać wieści – dokończył Elandiel domyślnie. Schował pergaminy w zanadrzu i skłonił się Lorendilowi.
    Rasa wierzchowca, którego mistrz polecił mu dosiadać podczas wyprawy nasunęła Thindorionowi pomysł w kwestii doboru stroju na podróż. Toteż, gdy dostał od Lorendila sygnał, że magowie wyruszają w drogę, wyglądał jak pustynny nomada, ubrany w szarawary, lekki kaftan i z bawełnianą kefyą okrywającą głowę. Jedyną różnicą była jego broń, miecz o lekko wygiętej, choć obosiecznej klindze i półzamkniętej gardzie. Takiej broni zażywała elficka szlachta. Nomadzi bowiem zazwyczaj nosili u pasa bułat. Omal nie parsknął śmiechem gdy ujrzał scholara Valandila przyodzianego w taki sam sposób. Zdołał się jednak opanować. Tak jak sugerował Lorendil, poprosił o pozwolenie na przyłączenie się do wyprawy pod pozorem obowiązku zdobycia nowych sadzonek do ogrodów króla Rala i uzyskał takową. Choć spojrzenie, jakie rzucił mu przy tym mag-scholar mówiło, że ten pozwolił sobie nie uwierzyć w prawdziwość powodu, jaki elf przedstawił.
    Nauczony doświadczeniem, oprócz wypełniania obowiązków scholara Valandil dbał o to, by docierały doń plotki, krążące nie tylko w Wieży lecz i po Mieście. Pozwalało mu to być zorientowanym w aktualnej sytuacji, a dotyczyło to nie tylko Wyspy Błękitnej Wieży, lecz i dalszych okolic. Nie kosztowało to wiele, służący chętnie przyjmowali po parę eranów za interesującą pogłoskę, byli zaś na tyle bystrzy, że przekazywali magowi jedynie te, które rzeczywiście mogły mieć znaczenie, nie przejmując się tymi najbłahszymi. Nic więc dziwnego, że o tym, że na wschodzie Za’Izr poczęły dziać się rzeczy dziwne i niepokojące usłyszał Valandil dość wcześnie. Pierwsze pogłoski były jednak nad wyraz niejasne i powierzchowne, jednak w ciągu następnych tygodni dotarły doń kolejne, a te kreśliły już zupełnie inny obraz sytuacji, opowiadając o zaginionych bez śladu kupieckich karawanach. Nawet gdyby wziąć pod uwagę, iż plotka, pokonując daleką drogę, może znacznie przybrać na wadze, zmieniając choćby owcę w stado wołów, z pewnością jednak w tym przypadku nie wzięła się znikąd. Było też jasne, że skoro słyszeli o tym służący z Błękitnej Wieży, Rada wie o tej sprawie, i to zapewne coś więcej.
    Wezwanie do stawienia się przed obliczem Protektora nie było więc dla Oronara wielkim zaskoczeniem. Można rzec, że spodziewał się tego, jeśli wziąć pod uwagę, jak wielu magów znajdowało się obecnie w rozjazdach. Polecenie, by wraz z drugim magiem, Nefarenem, jak najszybciej wyruszyli w okolice położonego w górach miasta St’Aivien by dowiedzieć się, co istotnie się tam wydarzyło, było logiczną konsekwencją obecnego stanu rzeczy. Okoliczności nie były sprzyjające, stąd wynikał tak szczupły skład ekspedycji. Valandil zaś mógł na nią wyruszyć nieomal natychmiast, gdyż powierzeni jego pieczy uczniowie spędzali czas głównie w bibliotece, studiując zwoje. Wkrótce przyjdzie czas na pierwsze ćwiczenia praktyczne z posługiwania się nowym dla nich zaklęciem. Na pewno stanie się to, nim scholar zdąży powrócić z wyprawy, lecz te obowiązki, niezbyt obciążające i czasochłonne, mógł wziąć na siebie inny mag, choćby i sam Protektor osobiście.
    Valandil poświęcił się więc nieomal całkowicie przygotowaniom do wyprawy. Nie znał wprawdzie ani miasta St’Aivien czy jego okolic, same Za’Izr także nie było mu znane, może z wyjątkiem Ur, w którym kiedyś bawił przez krótki czas, jednak mapa i opowieści, które słyszał, pozwoliły mu zorientować się, że wypadnie im jechać przez tereny na wpół pustynne i piaszczyste. Postanowił więc zrezygnować ze swego stroju podróżnego i zaopatrzyć się taki, jaki nosili zamieszkujący pustynie nomadowie. Składały się nań szerokie spodnie zwane szarawarami, koszula z cienkiego płótna i kaftan z luźnymi rękawami. Uzupełnieniem były trzewiki z cholewką powyżej kostki, kefya, czyli bawełniana chusta zakładana na głowę, a która służyła nie tylko za ochronę przed palącym słońcem, lecz można było ją udrapować tak, by chroniła także przed piaskiem i pyłem. Na miejscu utrzymywał ją rodzaj opaski z podwójnej pętli również bawełnianego sznura, zwanej agalem. Ubiór ten był zaskakująco wygodny. Oronar poszedł nawet dalej, miast swego wiernego miecza o dość krótkim, lecz szerokim ostrzu zaopatrzył się w za’izrską broń o dłuższej i wąskiej klindze, znacznie lżejszą od jego własnej. Nie zdecydował się też na to, by w drodze ku St’Aivien dosiadać swego skarogniadego Pioruna. Był to wprawdzie wytrzymały wierzchowiec, lecz Valandil wiedział, że nie był przyzwyczajony do piasku. Zdawał zaś sobie sprawę, że w drodze różne przygody mogą się im przytrafić. Zostawił więc swego ogiera pod opieką koniuchów z Wieży, a po rozmowie z masztalerzem wypożyczył ze stajni za’izrskiego bachmata, siwego wałacha imieniem Rih.
    W ten sposób przygotowania do wyprawy praktycznie dobiegły końca. Skompletowanie zawartości sakwy podróżnej, dwóch bukłaków, zapasu suszonej wołowiny i innych drobiazgów, jak noszona w cholewie pochwa ze sztyletem nie zajęły czasu, który byłby wart wzmianki. Po upływie półtora dnia od chwili, gdy mag usłyszał polecenie, był gotów wyruszyć w drogę. Ku jego zdziwieniu okazało się wówczas, że choć jechać mieli jeno we dwóch, ich grupa rozrosła się po dwakroć, do nielicznej grupy magów dołączył bowiem tiricheński medykus Enlay, który jakoś korzenie na Wyspie zapuścił, a którego Valandil dość obcesowo w Bay-Tal potraktował. Swoim zwyczajem, uzdrowiciel był lekko podchmielony, zaś na uwagę, że na maruderów czekać nie mają czasu skwitował jeno lekkim uśmieszkiem. Drugiego z nieoczekiwanych towarzyszy podróży Valandil z początku nie rozpoznał, miał za to przez chwilę wrażenie, że spogląda w lustro. Postać ta była bowiem przyodziana w strój, który był nieomal kopią nomadzkiego ubioru Oronara. Jedynie wzór na kefyi był czarny, nie zaś czerwony. Dopiero, gdy tamten podjechał bliżej i pozdrowił magów, scholar rozpoznał elfa Elandiela Thindoriona.

deviantID

JAS39
Andrzej
Artist | Hobbyist | Literature
Poland
Current Residence: Gdańsk
Favourite genre of music: '80s
Personal Quote: "Oba samce, i do tego kotne"
Interests
A niechaj narodowie wżdy postronni znają iż Polacy nie gęsi i swą "Deszczową piosenkę" mają!

Gdy pada, leje albo mży
To mi wesoło, dobrze mi
Podoba mi się czysty kraj
Daj, chmuro, wody, daj!

Pada
To wspaniale, to się dobrze składa
To zaleta, a nie wada
Kiedy pada deszcz

Pada
To na szare życie dobra rada
Niechaj nas zaleje i zagada
Niech bajki opowiada

Pada
Kubeł wody na łeb - to zasada
To mi odpowiada
Potop i zagłada
Deszcz, deszcz 

Niebo ze śmiechu roni łzy
Więc nie płacz, lecz się śmiej i ty
Zalany kraj od głów do stóp
Prosto w kałużę - nogą chlup!

Już nam nie grozi suchy rok
Ni suchy chleb, ni suchy wzrok
Mokro i wszerz, i wzwyż, i w głąb
Kąp się, ojczyzno, kąp!

Pada
To wspaniale, to się dobrze składa
To zaleta, a nie wada
Kiedy pada deszcz

Pada
To na szare życie dobra rada
Niechaj nas zaleje i zagada
Niech bajki opowiada

Pada
Kubeł wody na łeb - to zasada
To mi odpowiada
Potop i zagłada
Deszcz, deszcz

Gdy pada, leje albo mży
To mi wesoło, dobrze mi
Podoba mi się czysty kraj
Daj, chmuro, z nieba wody, daj!

Zalany asfalt, mokry bruk
Zalana tańczy para nóg
Zalany śmiej się, bracie, śmiej
Lej, Panie Boże, lej!

Można też posłuchać - tutaj: 


Śpiewał Jan Peszek w filmie "Łabędzi śpiew". Ktoś to jeszcze pamięta?
  • Listening to: If You Think You Know How To Love Me
  • Reading: "Co może pójść nie tak?"
  • Drinking: Kadarka

Groups

Comments


Add a Comment:
 
:iconzunihorrendus:
ZuniHorrendus Featured By Owner Jul 21, 2017  Student Digital Artist
Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia i dużo pomysłów! :)
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner Jul 21, 2017  Hobbyist Writer
Dziękuję za pamięć! No i życzenia:)
Reply
:iconbawetta:
Bawetta Featured By Owner Jun 4, 2017
Dzięki za :+fav: :hug:
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner Jun 4, 2017  Hobbyist Writer
Proszę uprzejmie! 
Reply
:icontheartributor:
TheArtributor Featured By Owner Mar 8, 2017  Hobbyist General Artist
:icondawatchplz:
Reply
:iconbawetta:
Bawetta Featured By Owner Nov 15, 2016
Wielkie dzięki za :+fav: :tighthug:
Reply
:iconjormunartserpent:
jormunartserpent Featured By Owner May 8, 2016  Hobbyist General Artist
I'm grateful for the watch!
Reply
:iconcold-autumn-rain:
cold-autumn-rain Featured By Owner Jan 1, 2016  Hobbyist Traditional Artist
A i dziękuję za watcha :hug:
Reply
:iconjas39:
JAS39 Featured By Owner Jan 2, 2016  Hobbyist Writer
Nie ma za co.
Reply
:iconl-ellena-l:
l-Ellena-l Featured By Owner Nov 4, 2015  Hobbyist Writer
Dziękuję za wiele miłego :) 

Widzę tu opowieści, chętnie poczytam :) :hug:
Reply
Add a Comment: